Anno 1404 – recenzja
Najnowsze Anno jest nieprawdopodobnie nasycone nowymi pomysłami i możliwościami. Sam Krzysztof Kolumb zostałby w domu, gdyby tylko dowiedział się, ile można zdziałać myszką i klawiaturą. Recenzja Anno 1404!
Akcja Anno 1404: początek XV wieku, czyli skromne początki renesansu i wypraw morskich do krain pachnących egzotyką. Główne zadania to cały czas stawianie kolejnych budynków i zasuwanie stateczkiem po mapie, w tej grze nie ma nawet minuty zbędnego spokoju. Kolonialny mikroświat tętni życiem.
LOKALNE POCZĄTKI
Górna część mapy to znajomy klimat europejski, który nadaje się do sadzenia jabłoni, wypasu świń i bydła, plantacji zboża, ziół czy winorośli. W rejonach górskich panują cięższe klimaty kopalni żelaza, węgla czy legowiska niedźwiedzi. Odpowiednio południe to rejony arabskie, gdzie obok złóż złota i kwarcu da
się zbierać daktyle, kawę, jedwab czy trzcinę cukrową.
Początkowo można zasiedlić tylko północne rejony. Rozpoczęcie kolonizacji nie jest trudne, samouczek wszystko elegancko wyjaśnia. Mniej wprawnym w temacie graczom pomoże lord Northburg, który co jakiś czas udziela ciekawych rad albo przypomina o zapomnianym problemie.
Po tych pierwszych krokach zaczyna się zabawa. Postęp w grze Anno 1404 da się osiągnąć wyłączne poprzez spełnianie kolejnych potrzeb mieszkańców. Początkowo są takie… bardzo pionierskie – ryba, bimber, kaplica i kumple. Nie ma niczego za darmo, trzeba wznosić kolejne domy dla podatników. Gdy żądania zostaną spełnione, można zezwolić ludowi na awans społeczny. Domki zmieniają się na ładniejsze, więcej dukatów leci do budżetu, ale pojawiają się też kolejne potrzeby.
SMAK ORIENTU
W każdej części z serii można, a czasem nawet trzeba było handlować z obcymi, neutralnymi kulturami, ale jeszcze ani razu nimi zagrać. Tym razem sytuacja się zmienia i wprowadza to fajne zamieszanie do spokojnego życia kolonisty.
Obywatele zaczynają żądać przypraw, a te uprawiać można tylko na południowych wyspach. Nie da się jednak zbudować ot tak swojego magazynu, trzeba mieć dostęp do orientalnego budownictwa, które zdobyć można tylko u lokalnego kalifa. A kalif nie da nic za darmo, tylko za prezencik kupiony u lorda
handlarza. Z kolei lord nie sprzedaje go za pieniądze, tylko punkty honoru. Zaczyna się domino, które zmusza do bycia w ciągłym ruchu i szybkiego powiększenia własnej floty… a co za tym idzie kolejnych wydatków.
Budowę plantacji przypraw poprzedza postawienie bazaru i kilkunastu namiotów oraz wyżywienie mieszkańców. Twórcy Anno 1404 nie przesłodzili tematu, Arabowie zadowolą się na wiele godzin wcinaniem daktyli i przez długi czas nie trzeba będzie się zajmować także nimi. Można za to cieszyć się oglądaniem kolorowych gospodarstw zgromadzonych wokół nawadniającego młyna.
RENESANSOWE ŻYCIE
Szybko pojawiają się zlecenia od lorda, a potem kalifa, a nawet rywali. Początkowo jest to banalne zbieranie rozbitków z morza, atakowanie statku czy dostarczenie produktów, których przypadkiem jest nadmiar w magazynie. Nagrodą jest przyzwoita kasa i punkty honoru lub przedmioty, najczęściej te, których najbardziej brakuje.
Pierwsze zadania są łatwe, ale po kilku godzinach poziom trudności zaczyna rosnąć. Wejście w trans ekspansji jest świetne i trudno się oderwać od realizowania kolejnych celów. Na początek trzeba tylko wybrać statek, załadować towary, dostarczyć na wyspę, gdzie założy się łańcuch produkcji piwa. Statek płynie, a tu inny okręt atakują piraci. Zaczyna się akcja ratunkowa i dostarczanie spóźnionych dóbr. Przy okazji okazało się, że wyspa z przyprawami ma przepełniony magazyn, więc przyda się postawienie kolejnych składów. I tak upływają następne kwadranse, aż z wieczornego grania robi się jutro.
Niestety na bardziej zaawansowanym poziomie rozgrywka w Anno 1404 staje się trochę zbyt złożona. Kolejne warstwy społeczne nie tylko mają coraz droższe żądania, ale jeszcze bardziej zwiększają konsumpcję tego, co zużywali poprzednio. Patrycjusze chcą nie tylko chleba, ale także jeszcze ryb z przyprawami. Wyspa zaczyna się kurczyć, a inne towary muszą być dowożone z sąsiednich terenów. Pomaga w tym niesamowicie elastyczny interfejs gry Anno 1404. Na spodzie ekranu jest 10 miejsc, pod które można przypisać dowolną akcję. Nieocenione są też stałe szlaki handlowe, trasę statku wyznacza się banalnie. Pomimo tego, gdy operuje się już jakimiś ośmioma wyspami, ogarnianie stabilności w metropolii staje się trudne.
ANNOCHOLICY
Ale i tak w tej grze nie sposób się nie zakochać. Każda kolejna minuta wciąga i urzeka śliczną grafiką. Fale mienią się w słońcu, a lądy wypełnione są najdrobniejszymi detalami. Drzewa i suszone pranie kołyszą się na wietrze, wszędzie coś się dzieje: a to goście przetaczają beczki po porcie, a to ktoś się bije… Rozwijające się centrum miejskie wygląda kapitalnie, nie jest szeregiem sklonowanych budynków.
Zwykli gracze zadowolą się swobodnym trybem gry lub fabularną kampanią o krucjacie. Scenariusze w Anno 1404 skupiają się na robieniu strategiczno-ekonomicznych akrobacji, a budowa imperialnej katedry oferuje arcytrudne questy dla tych, którym wydawało się, że osiągnęli wszystko. I zaczyna się wyburzanie, żeby zrobić miejsce pod tysiące nowych obywateli… oraz masowa kolonizacja, by dowozić dla nich towary. A wszystkim można pochwalić się w necie, tworząc profil sieciowy.
Łatwy początek gry Anno 1404 pozwolił fajnie odświeżyć sobie reguły gry, a upływające godziny rozgrywki przynoszą coraz ciekawsze wyzwania. To jest to, na co fani strategii czekali.
Anno 1404 – podsumowanie:
+ multum fajnych budynków
+ dodanie grywanej kultury Orientu
+ questy, osiągnięcia, magiczne przedmioty
- momentami nadmiernie skomplikowana
OCENA: 9/10
Recenzja gry Anno 1404 pochodzi z magazynu PLAY PC 7/2008. Autor: Barnaba Siegel


