Asterix na Olimpiadzie – recenzja
Jak na razie ta gra wygrywa w tegorocznym zestawieniu tytułów, które warto ukraść młodszemu rodzeństwu. Powód? Jest pozytywna i niegłupia. Recenzja Asterix na Olimpiadzie!
Inne gry nabijają się z platformówek na licencji, ale z tej nie odważą się żartować. Ma pokręcone zagadki, niezłe walki, konkretne mini-gierki i zachęcający do szaleństw we dwójkę tryb kooperacji. I jest śmieszna. Niestety, w pełni docenią ją tylko częściowo niewidomi, bo tekstury są lipne, miejscówki pustawe, a graficy mieli ważniejsze sprawy na głowie niż praca, ale przynajmniej nie występuje tu Gťrard Depardieu.
WOJOWNICZY MYŚLICIELE
Trochę szkoda, że Asterix i Obelix mają dokładnie te same ruchy. Niby można przełączać się między nimi w dowolnej chwili, ale przydaje się to czasami: przy łamigłówkach i fragmentach, w których trzeba skakać po platformach (tylko mniejszy to umie).
Te drugie są zresztą całkiem niezłe, bo twórcy umiejętnie wykorzystali zasadę mówiącą o tym, że jeśli jakiś moment sam w sobie jest nudny, trzeba dorzucić tykający zegar. Bohater ma więc ograniczony czas na trzymanie wystających półek skalnych, a adrenalinka daje o sobie znać.
Klepanie wielkonosych Rzymian wciąga. Ciężko tu mówić o głębi systemu walki, ale radocha jest i tak dżylion razy większa niż w Shreku Trzecim czy Spider Man: Friend or Foe. Łapanie typa za nogę i okładanie nim jego kumpli, rozwałka w rytm muzyki, sianie zniszczenia w stanie upojenia magicznym napojem czy celowanie ludźmi w tarczę to tylko rozgrzewka przed rewelacyjnym turniejem, w którym oceniany jest styl naparzania. Zamknięty ring, kilkanaście rodzajów ciosów, kombosy, dwie postaci i masa wrogów nadbiegających ze wszystkich stron? Naprawdę warto.
Łamigłówki w Asterix na Olimpiadzie może nie paraliżują umysłu swoją złożonością, ale skoro niektóre wymagają pompowania ropuch i rzucania ich drugiej postaci, to nie mogą być słabe. Niełatwych do ogarnięcia mechanizmów jest tu mnóstwo. Sportowe mini-gierki też dają radę: od miksu futbolu z siatkówką plażową, przez rzucanie czym popadnie, po wyścig rydwanów. Szybkie, nieskomplikowane, odstresowujące i zadziwiająco fajne.
POTĘGA HUMORU
Gra Asterix na Olimpiadzie rozśmieszy nie tylko przedszkolaków. Historia o bramie między światami filmu, komiksu i gry tylko częściowo inspirowana jest nowym obrazem kinowym, a jej bohaterowie mają wyszukane i znaczące imiona. Faworyci to Neowmatrix, Oglądajwdivix i śmigający non-stop z noktowizorem tajniak Sam Schieffer.
Na wstępie pojechałem po marnej grafice, ale jedno trzeba przyznać: animacja postaci jest świetna i jeśli absurdalne dialogi kogoś nie rozbawią, to przynajmniej wygląd Obelixa powinien. Gość wciąż gibie się na boki, a na jego twarzy w totalnym chaosie walczy ze sobą przynajmniej pięć niezależnych wyrazów idiotyzmu i zdziwienia. Warto zagrać w Asterix na Olimpiadzie choćby dla tego widoku.
Asterix na Olimpiadzie – podsumowanie:
+ Zagadki równie fajne jak mordobicie
+ Żarty do posłuchania też wspólnie w co-opie
- Przestarzała, brzydka grafika
- Tylko do grania padem
OCENA: 6 /10
Recenzja gry Asterix na Olimpiadzie pochodzi z magazynu PLAY PC 3/2008. Autor: Bartek Kossakowski


