Chronicles Of Riddick: Assault On Dark Athena – recenzja

May 18, 2009 Autor: ltyszko  
Kategoria: C, Featured, FPS, Gry akcji, PC, PS3, X360

Na wieść, że wraca Riddick, mój komputerowy subwoofer aż zamruczał z radości. Chropowaty Diesiel dodaje wywrotkę klimatu do tej dobrej, różnorodnej gry akcji. Tak mrocznej i brutalnej, że aż miło. Recenzja Chronicles Of Riddick: Assault On Dark Athena.

chronicles-of-riddick-assault-on-dark-athena-screenshot-3.jpgDwie kampanie: zmodernizowana Chronicles of Riddick: Escape from Butcher Bay sprzed pięciu lat i świeżutka przebieżka po statku Dark Athena toczą się przed kinowymi występami Riddicka (Vin Diesel), przestępcy o kosmicznej sławie. Starą opowieść warto odpalić dzięki dobrze dobranym składnikom rozgrywki, w nowej znajduję masę budzących wspomnienia rozwiązań. Przeczytaj recenzję >>

Przeczytaj także recenzje podobnych gier:

Company Of Heroes: Chwała Bohaterom (Tales of Valor) – recenzja

May 18, 2009 Autor: ltyszko  
Kategoria: C, Featured, PC, RTS, Strategie

Company Of Heroes Chwała Bohaterom to taka osobista wojna – zamiast dziesiątek czy setek żołnierzy w walkach biorą udział starannie wyselekcjonowane grupki. Z każdą z nich można by się zżyć, gdyby nie krótkość tego samodzielnego dodatku. Oto recenzja !

Oprócz nowych kampanii są tu trzy poprzednie. I dobrze, bo te świeże mają zaledwie po trzy misje! Ale misje dopieszczone i całkiem inne niż w podstawce. Przeczytaj recenzję >>

Przeczytaj także recenzje podobnych gier:

Dark Sector – recenzja

May 18, 2009 Autor: ltyszko  
Kategoria: D, Featured, Gry akcji, PC, PS3, TPS, X360

Solidna, krwawa i ładna strzelanka bawi mimo pozornej prostoty, a przekozacka broń głównego bohatera dodaje jej wyjątkowego charakteru. Powitajcie glaive, najniebezpieczniejszy bumerang we wszechświecie! Recenzja Dark Sector!

dark-sector-screenshot-2.jpgHayden Tenno jest wyjątkowo cynicznym i bezwzględnym agentem CIA. To klasyczny spec od czarnej roboty, który bez wnikania w zbędne szczegóły likwiduje wskazany cel, po czym szybko znika z miejsca zbrodni. Jest chory na dziwną przypadłość, która sprawia, że nie czuje bólu. Co idealnie sprawdza się w wykonywanym przez niego fachu. Przeczytaj recenzję >>

Przeczytaj także recenzje podobnych gier:

Crash Time II – recenzja

May 18, 2009 Autor: ltyszko  
Kategoria: C, PC, Wyścigi, X360

Taki sobie zręcznościowy model jazdy i niezła oprawa nie wystarczają, gdy robi się pełne bugów wyścigi na marnej licencji. Recenzja Crash Time II !

crash-time-ii-screenshot-2.jpgJako jeden z serialowych policjantów patrolujących autostrady rozgrywam kilkadziesiąt misji polegających zwykle na jeżdżeniu od punktu A do Z przez cały alfabet checkpointów. Na ogół goni mnie czas, a rozwałkę ogranicza kwota, za jaką mogę dokonać zniszczeń. Przeczytaj recenzję >>

Przeczytaj także recenzje podobnych gier:

Battleforge – recenzja

May 18, 2009 Autor: ltyszko  
Kategoria: B, Featured, PC, RPG, RTS, Strategie

Nowy rts w świecie trochę przesłodzonego, ale fajnego fantasy jest świeży, nietypowy i wciąga na długo wszystkich, którzy mają w sobie coś z kolekcjonera. Czyli każdego. A do tego jest przeznaczony głównie do zabaw grupowych. Nasza recenzja Battleforge!

Do gry łączącej strategię czasu rzeczywistego z karcianką doszyto niezłą historię. W skrócie: chodzi o gigantów. Śmiertelnicy mieli z nimi trochę problemów, a niektóre z tych problemów wymagały stoczenia wielkiej wojny i paru boskich interwencji. Gdy bogowie niespodziewanie odeszli, a słońce zaczęło przygasać, w chłodnych promieniach ginącej gwiazdy na świat przedostało się zło, z jakim ludzie nigdy jeszcze nie mieli do czynienia – Istoty Zmierzchu. Wyznawcy czterech odwiecznych sił – Natury, Cienia, Ognia i Mrozu zwarli szeregi, by stoczyć ostateczną walkę o przetrwanie. Wesoło.

To zabawa wielooosobowa. Battleforge korzysta z serwerów sieciowych i umożliwia tak rozgrywanie części scenariuszy w kooperacji jak i klasyczne pvp. Jako jeden ze Skylordów (ludzkich bohaterów obdarzonych nieśmiertelnością) prowadzę do boju armie, które przyzywam szeregiem zaklęć. Fajna jest otwarta mapa świata, na której mogę wybrać, dokąd pójść i z jakimi scenariuszami się zmierzyć. Łamie to liniowość i dodaje grze uroku.

Z KARTAMI NA WOJNĘ
Zasady może początkowo przerażają skomplikowaniem, ale po chwili wyrabiają się odpowiednie nawyki. W bitwach korzystam z zaklęć przedstawionych w postaci kart w czterech kolorach. Każda z nich ma określone działanie (przyzywanie jednostek, budynków, leczenie, zadawanie obrażeń i takie tam), zaś dwadzieścia kart składa się na talię. Można je zdobywać, wygrywając scenariusze, handlować nimi na aukcjach bądź wymieniać się z innymi, ewentualnie dokupić paczuszki po osiem sztuk. Obecność kart wprowadza do gry bardzo interesujący aspekt kolekcjonerski. A że w każdym z nas drzemie mały kolekcjoner, grywalność rośnie.

Sfera rts-owa Battleforge nie męczy: uproszczono kwestie budynków, zaś przewagę nad przeciwnikiem osiągam, zdobywając określone punkty na mapie, dające zasoby. Są zresztą tylko dwa: punkty mocy, które uzyskuję, stawiając nad złożami tak zwane studnie mocy oraz orby, które zdobywam, budując w wyznaczonych miejscach monumenty. Łatwiutkie do ogarnięcia, można skupić się na sieczce.

MOC ŚWIEŻOŚCI
Punkty mocy płyną z każdej studni i kumulują się, a wydaję je na rzucanie czarów. Budowanie monumentów pozwala rzucać coraz silniejsze zaklęcia i określa, jakiego koloru czary jestem wstanie rzucać, choć jest to też uzależnione od posiadanych orbów. Sporo tu fajnego kombinowania i satysfakcji z ułożenia dobrej talii i poprowadzenia Skylorda ku zwycięstwu.

Battleforge wygląda nieźle – niby mapie i modelom blisko do disneyowości piątych Heroesów, ale karty bywają przecudownie srogie. Tereny nie są wypełnione ultraszczegółowymi obiektami, ale efekty specjalne są fachowe, a latające malutkie potwory wesoło trzepoczą skrzydłami.
Znalazłem tu obszerny świat, kilka rozbudowanych kampanii fabularnych, otwartą społeczność graczy pomagających sobie, współzawodniczących, kolekcjonujących karty i testujących swe armie. Trochę męczy średnio wygodny interfejs, ale gra wciąga, jest dynamiczna i – przede wszystkim – orzeźwiająca jak sok z cytryny.

Recenzja Battleforge – Podsumowanie:
+ dynamiczna rozgrywka
+ kombinacje z układaniem talii
+ kolekcjonowanie pięknych kart
- niezbyt wygodny interfejs

OCENA: 8/10

Recenzja Battleforge pochodzi z magazynu PLAY PC 4/2009. Autor: Piotr Moskal

battleforge-screenshot-1.jpg

Picture 1 of 5

Przeczytaj także recenzje podobnych gier:

A Vampyre Story – recenzja

May 14, 2009 Autor: ltyszko  
Kategoria: A, PC, Przygodowe

W LucasArts pracowali nad The Curse of Monkey Island oraz spielbergowym The Dig. Na własnych śmieciach mieli problemy z wydawcą, ale w końcu ich wampirzą grę przygarnęła Europa. I bardzo dobrze!

Ach, te ręcznie rysowane przygodówki, skalowanie teł to dla nich taki diabelny problem. Ta odpala się w 1024×768 i nie ma zmiłuj, trybu w okienku też nie ma. W dodatku przy starcie bez pytania uciekła mi na drugi ekran i nie chciała wrócić. I tak chciałem ją zobaczyć, bo to koronkowa robota Billa Tillera i dwóch innych grafików kiedyś rysujących przygodówkowe hity LucasArts. Na ekranie jest więc bogato, kolorowo, ze sprytnie poupychanymi detalami na wielu planach i psychodelicznie wykrzywioną kreską. Postacie przeważnie trójwymiarowe, ale nie odstające od podkładów. Czasem nawet podświetlone dynamicznym źródełkiem.

NADGRYZIONA
W dziewiętnastowiecznej Draxsylvanii stoi zamek należący do nadrabiającego pionową fryzurą wampira kurdupla. Gość ma trumnę na zamek szyfrowy, zamiłowanie do rysowania świecowymi kredkami i więzi początkującą śpiewaczkę operową, bo przypomina mu mamusię.

Szczęśliwie już na wstępie daje się zaskoczyć łowcom wampirów i młoda Mona De Lafitte może zacząć kombinować, jak wydostać się z twierdzy. Jako już ugryziona wampirzyca dziewczyna zamienia się czasem w uroczą nietoperkę o wielkich oczach, ale natychmiastowy odlot z zamku nie wchodzi w grę. Ktoś musi przecież rozwiązać te wszystkie zagadki.

Chodzę więc po komnatach, mostkach, piwnicach i klikam na przedmioty, włączając srogi krzyż z czterema kontekstowymi czynnościami. Zebrane rzeczy trafiają do podręcznej, a jakże, trumienki. Pojawiają się tam też sugestie: ten miecz się kiedyś przyda, ale nie będę go taszczyć, tylko zapamiętam, gdzie wisi. Dobry pomysł, nawet jeśli nie wnosi nic do sposobu rozwiązywania problemów.

Drugi miły dodatek w Vampyre Story to obcinanie klawiszem Spacji absolutnie wszystkiego: dialogów, animacji marszu postaci, przechodzenia między ekranami, wykonywanych czynności. Oglądam zachowania Mony w nowym miejscu, ale kiedy wpadam tam trzeci raz, żeby coś załatwić, skracam temat do minimum. Na dodatek otwierają się tajne przejścia między bardziej oddalonymi miejscówkami, żeby nie biegać w tę i z powrotem przez wszystkie ekrany. Pomyśleli nawet o tym.

Dziewczyna trochę męczy piskliwym głosikiem i stylem słodkiej idiotki. Wokalnie nadrabia to siedzący jej na ramieniu nietoperz Froderick pełniący rolę ironicznego dogadywacza, tak jak Max z serii Sam & Max. Mówi zresztą głosem tego samego Jeremy’ego Koernera, na co twórcy zdecydowali się nieprzypadkowo. Także herszt gnieżdżących się w zamku szczurów przypomina gryzonia z S&M, mówiąc z mocnym włoskim akcentem i gangsterskimi naleciałościami.

Humorek leje się z obiektów otoczenia i dialogów. Pewien gargulec w okularach wygląda trochę jak Ozzy Osborne i ma podobnie przeżarty używkami mózg. Jest też – klasyka! – biblioteczka z zabawnymi książkami. Wśród nich “Jak przyrządzić kurczaka i wkurzyć gildię” autorstwa niejakiego Leeroya Jenkinsa (kto gra w World Of Warcraft, będzie wiedzieć).

PRZEMYŚLANA
W Vampyre Story śmieszne bywają też łamigłówki, a najważniejsze, że wymagają więcej myślenia niż wspomniany Sam & Max. Sugestie nienachalnie zaszyto w opisach obiektów i komentarzach Frodericka. Zardzewiały zawias przydałoby się rozruszać jakimś smarowidłem, a opis posiadanych orzeszków podsuwa, że są bogate w olej.

Tymczasem w sali tortur jest krzesło z maszynką do zgniatania orzeszków męskim ofiarom. I sprawy się toczą. Trzeba tylko zwracać uwagę na te drobnostki w tekstach. Tworząc tajemniczą miksturę między innymi z kolorowych napojów gazowanych, przegapiłem fakt, że jeden z nich jest dietetyczny i muszę go najpierw dosłodzić.

A Vampyre Story kończy się niedługo po tym, jak Mona opuszcza zamek – a miało być dłużej. Twórcy przestrzelili z projektowaniem atrakcji i kiedy przyszło do przycinania, mieli materiał na dwie gry. Kontynuacja jest więc prawie pewna, a jeśli rynek chwyci, możliwe są następne części.

Na koniec rzućcie okiem na gameplay z gry A Vampyre Story:

Recenzja A Vampire Story – Podsumowanie:
+ mistrz wykręconej kreski powraca
+ klasycznie wyważone zagadki
- cienki głosik bohaterki
- gdzie jest skalowanie grafy?

OCENA: 8/10

Recenzja A Vampire Story pochodzi z magazynu PLAY PC 1/2009. Autor: Rafał Belke

a-vampyre-story-screenshot-1.jpg

Picture 1 of 5

Przeczytaj także recenzje podobnych gier: