Battleforge – recenzja
Nowy rts w świecie trochę przesłodzonego, ale fajnego fantasy jest świeży, nietypowy i wciąga na długo wszystkich, którzy mają w sobie coś z kolekcjonera. Czyli każdego. A do tego jest przeznaczony głównie do zabaw grupowych. Nasza recenzja Battleforge!
Do gry łączącej strategię czasu rzeczywistego z karcianką doszyto niezłą historię. W skrócie: chodzi o gigantów. Śmiertelnicy mieli z nimi trochę problemów, a niektóre z tych problemów wymagały stoczenia wielkiej wojny i paru boskich interwencji. Gdy bogowie niespodziewanie odeszli, a słońce zaczęło przygasać, w chłodnych promieniach ginącej gwiazdy na świat przedostało się zło, z jakim ludzie nigdy jeszcze nie mieli do czynienia – Istoty Zmierzchu. Wyznawcy czterech odwiecznych sił – Natury, Cienia, Ognia i Mrozu zwarli szeregi, by stoczyć ostateczną walkę o przetrwanie. Wesoło.
To zabawa wielooosobowa. Battleforge korzysta z serwerów sieciowych i umożliwia tak rozgrywanie części scenariuszy w kooperacji jak i klasyczne pvp. Jako jeden ze Skylordów (ludzkich bohaterów obdarzonych nieśmiertelnością) prowadzę do boju armie, które przyzywam szeregiem zaklęć. Fajna jest otwarta mapa świata, na której mogę wybrać, dokąd pójść i z jakimi scenariuszami się zmierzyć. Łamie to liniowość i dodaje grze uroku.
Z KARTAMI NA WOJNĘ
Zasady może początkowo przerażają skomplikowaniem, ale po chwili wyrabiają się odpowiednie nawyki. W bitwach korzystam z zaklęć przedstawionych w postaci kart w czterech kolorach. Każda z nich ma określone działanie (przyzywanie jednostek, budynków, leczenie, zadawanie obrażeń i takie tam), zaś dwadzieścia kart składa się na talię. Można je zdobywać, wygrywając scenariusze, handlować nimi na aukcjach bądź wymieniać się z innymi, ewentualnie dokupić paczuszki po osiem sztuk. Obecność kart wprowadza do gry bardzo interesujący aspekt kolekcjonerski. A że w każdym z nas drzemie mały kolekcjoner, grywalność rośnie.
Sfera rts-owa Battleforge nie męczy: uproszczono kwestie budynków, zaś przewagę nad przeciwnikiem osiągam, zdobywając określone punkty na mapie, dające zasoby. Są zresztą tylko dwa: punkty mocy, które uzyskuję, stawiając nad złożami tak zwane studnie mocy oraz orby, które zdobywam, budując w wyznaczonych miejscach monumenty. Łatwiutkie do ogarnięcia, można skupić się na sieczce.
MOC ŚWIEŻOŚCI
Punkty mocy płyną z każdej studni i kumulują się, a wydaję je na rzucanie czarów. Budowanie monumentów pozwala rzucać coraz silniejsze zaklęcia i określa, jakiego koloru czary jestem wstanie rzucać, choć jest to też uzależnione od posiadanych orbów. Sporo tu fajnego kombinowania i satysfakcji z ułożenia dobrej talii i poprowadzenia Skylorda ku zwycięstwu.
Battleforge wygląda nieźle – niby mapie i modelom blisko do disneyowości piątych Heroesów, ale karty bywają przecudownie srogie. Tereny nie są wypełnione ultraszczegółowymi obiektami, ale efekty specjalne są fachowe, a latające malutkie potwory wesoło trzepoczą skrzydłami.
Znalazłem tu obszerny świat, kilka rozbudowanych kampanii fabularnych, otwartą społeczność graczy pomagających sobie, współzawodniczących, kolekcjonujących karty i testujących swe armie. Trochę męczy średnio wygodny interfejs, ale gra wciąga, jest dynamiczna i – przede wszystkim – orzeźwiająca jak sok z cytryny.
Recenzja Battleforge – Podsumowanie:
+ dynamiczna rozgrywka
+ kombinacje z układaniem talii
+ kolekcjonowanie pięknych kart
- niezbyt wygodny interfejs
OCENA: 8/10
Recenzja Battleforge pochodzi z magazynu PLAY PC 4/2009. Autor: Piotr Moskal


