Call Of Duty: World At War – recenzja

May 19, 2009 Autor: ltyszko  
Kategoria: C, DS, FPS, Gry akcji, Nintendo, PC, PS2, PS3, Wii, X360

Stalingrad, Berlin, thompsony, mausery… Ten ogrywany od dawna temat powraca w jeszcze bardziej epickiej formie, choć czuć lekkie przegięcia i żal, że to nie jest prawdziwa kontynuacja czwórki. Recenzja Call Of Duty: World At War!

Z historii sprzed 70 lat da się jeszcze trochę wycisnąć, wsadzając amerykańskiego i radzieckiego rekruta w strój półherosa i rzucając ich nie do tajnych misji, tylko w sam środek bardzo brutalnej, krwawej walki.

Na początku obejrzyjcie gameplay z Call Of Duty: World At War:

MOCNE STARCIA
Call Of Duty World At War
zaczyna się ostro. Nie ma cichego skoku na spadochronie czy wzorowo zaplanowanej akcji. Nie ma też tutoriala w call-of-duty-world-at-war-screenshot-10.jpgbezpiecznej bazie. Budzę się nocą w jakimś nadmorskim baraku, żeby obserwować i słuchać, jak Japończycy torturują kolegę. Kończy się przypalaniem oka i rozcięciem gardła. Szczęściem kompani pojawiają się, zanim przychodzi kolej na wyciąganie informacji ze mnie, ale wrażenie pozostaje. Sygnał, że to nie gra dla dzieci, był wystarczająco wyraźny.

Dostaję skromny arsenał i wkraczam z oddziałem w ciemne, przytłaczające głębie dżungli i do drewnianych bungalowów. Azjaci czują się tu jak na własnym stadionie i w zlewających się z tłem strojach atakują masą czy wyskakują z liści, serwując konkretne zaskoczenie i obrażenia. Albo wbijają się bagnetami z okrzykiem „banzai”!

Polecamy: Solucja i poradnik do gry Call of Duty: World at War!

Chociaż aliancki trup ściele się gęsto, ostatecznie na bambusowych partyzantów też są sposoby. Po niezbyt udanym szturmie na wybrzeże ktoś wyciąga nas z wody i wciska do ręki magiczną słuchawkę. Odtąd własnoręczną eliminację wspomaga wzywanie nalotu na tęgie fortece i oglądanie filmowych wybuchów. A jak nie nalot, to przytrafia się wyrzutnia rakiet, nasadka z granatnikiem albo srogie kaemy, które skutecznie radzą sobie z fortyfikacjami i ich obsługą.

call-of-duty-world-at-war-screenshot-2.jpgNajpotężniejszy w Call Of Duty: World At War jest jednak miotacz ognia, broń o niezłym zasięgu i nieskończonym paliwie, ograniczona wyłącznie przegrzaniem. W nieprzewidywalnych, zabunkrowanych obszarach działa przerażająco skutecznie. Z jednej strony niepowodzenia w ekstremalnych warunkach włączają agresję, nakazując obficie rozpylać płomienie, a z drugiej trzymając długo za spust, patrzymy, jak płonący ludzie miotają się i krzyczą, a na ziemię lecą bardzo wyraźnie osmalone ciała. I piekło przestaje być tylko przenośnią.

Świetna jest też kampania rosyjska. I zaczyna się równie mocno, bo od wygrzebywania się z fontanny pełnej jeszcze ciepłych ciał, którymi już zajmują się wrony. Będący zwykle w defensywie Niemcy co prawda nie chowają się po krzakach, ale wciąż mają potężne siły i świetne uzbrojenie. Co prawda czuje się, że bieganie po okopach i miejskim gruzie nie jest już tak świeże jak przedzieranie się przez poukrywane posterunki, ale i tak fajnie się gra, bo nigdy nie wiadomo, kto czai się za kolejnym zakrętem, a czasem przydarzają się mocne akcje jak na przykład zdobywanie ogromnych, zawalonych gratami schodów Reichstagu.

call-of-duty-world-at-war-screenshot-4.jpgNieźle w Call Of Duty: World At War wypada totalnie destrukcyjna misja za sterami czołgu z miotaczem ognia. Maszyna, tak jak ja, obrywając rakietami dostaje lekkiego przyćmienia, ale kilkanaście sekund odpoczynku i wraca do zdrowia. Totalnie to oderwane od rzeczywistości, ale sprawdza się świetnie. Gorzej z poziomem snajperskim. Ten genialny element z prequela został tu całkowicie zepsuty, bo nie dość, że krótki, to potwornie nierówny.

Większa część jest łatwa – zamiast skradania są regularne, hałaśliwe starcia ze wsparciem kamratów i zamienianiem snajperki na MP-40. Ale już przy pojedynku z drugim snajperem okazuje się, że rywal ma chyba uber-aimbota i trafia przez ściany czy meble ułamek sekundy po wychyleniu się z okna. Żenujące niedociągnięcia minimalnie nadrabiają akcje pomiędzy strzelaninami, takie jak czołganie się pod miotaczami ognia i szaleńcze ucieczki przed śmiercią.

Zaskakuje realistyczna w Call Of Duty: World At War jest wizja Armii Czerwonej. Nareszcie nie są to sympatyczni i niewinni goście. Jeden z przełożonych wyraźnie pała chęcią krwawego odwetu, co skutecznie wykłada towarzyszom w pseudo-literacki sposób, słysząc gromki odzew. Słowa zmienia szybko w czyny, na przykład rozkazując obrzucić mołotowami poddającą się grupkę Niemców. Można poczuć, że jednak po drugiej stronie lufy też są ludzie, a wojna to nie walka dobrych ze złymi.

call-of-duty-world-at-war-screenshot-5.jpgNA POZIOMIE
Miejscówki odpicowano jak trzeba. W pełnych światła okopach niby wszystko widać, a i tak każdy kolejny zakręt to zaskoczenie i niepewność. Konwój przez las kończy się bombardowaniem i przedzieraniem przez trawy i chaszcze, z których wyskakują Azjaci. A gdy flora przestaje im sprzyjać, cofają się do długich, wydrążonych w ziemi tuneli, skąd skutecznie się bronią. Sala obrad w Reichstagu ma w końcu odpowiednio dużą przestrzeń i po zdobyciu jednego skrzydła balkonu widać absolutną bezradność resztek obrońców, do których można strzelać jak do kaczek.

Nie czuć totalnego przytłoczenia liniowością gry. No dobra, barykady i krzaki na poboczach to niewidzialna ściana, ale nie ma zbyt nachalnie wyznaczonej jedynej właściwej ścieżki. Czasami zdarza się nawet odrobina wolnej przestrzeni, jak wybór ostrzału z okopów lub położonego wyżej domku. To nie rewelacja, ale jakieś odczuwalne minimum luzu. I wszystko tak elegancko wpisane w tę gęstą rozgrywkę, że nie ma nawet czasu ani potrzeby na kombinowanie pokrętnej ścieżki do celu.

Wyglądu się nie czepiam: lokacje w Call Of Duty: World At War są w porządku. Przedzieranie się nocą w deszczu przez błotnistą polanę porośniętą gigantyczną trawą? Mistrzostwo. Atak na leśną twierdzę przez gęste zarośla? Też zapada w pamięć. Niechudo wypada również płonący dom, przez który się ucieka, zdobywanie brudnych ulic Berlina czy w końcu gmach ogromnego parlamentu, który szczęśliwie nie składa się z trzech pokojów o wymiarze kawalerki.

PEREŁKI I PRZEGIĘCIA
Oprócz zwyczajnych misji jest także perełka, autorski pomysł Treyarchu, czyli jedno- i wieloosobowy tryb Nazi Zombies. Zniszczony dom na pustkowiu, dookoła zamglone pola i kilka zabarykadowanych wejść, gdzie przez drewniane sztachety spoglądam, czy na horyzoncie nie pojawiła się ciemna postać ze świecącymi oczami. Celne strzały do nieumarłego to oczywiście punkty, za które kupuję jakieś skromne karabiny, podchodząc do call-of-duty-world-at-war-screenshot-3.jpgściany z symbolem broni. Wraz z przypływem krwawych monet otwieram kolejne części domu, gdzie czekają nowe naścienne sklepiki z wyższej klasy orężem, ale też nowe barykady do obrony. Kiedy zombi sforsują zabite dechami wejścia, włażą do środka. Przy wypraszaniu niechciani goście czasem gubią specjalne ataki i można za darmo odbudować zaporę, tracąc cenne sekundy, ale zyskując spokój na jednym z frontów i dodatkowe punkty. Do tego chorego trybu jest też opcja jednoosobowa, ale najlepiej wypróbować to z kumplami po sieci.

Po każdym starciu z wojownikami osi pole bitwy gęsto zaściela nie tylko trup, ale i żelastwo. Po minucie biegania z mosinem mam już mniej więcej sześć modeli broni. Wolność w doborze ekwipunku to dobra rzecz, ale prowadzi też do konkretnych przegięć. Tej silniejszej broni jest czasami tak dużo, że ze zwykłego żołnierza robi się Rambo. I wychodzi rush z panzeschrekiem, przeplatany rozrzucaniem mołotowów. A do tego w tle leci… ostry rock albo drum’n’base.

call-of-duty-world-at-war-screenshot-6.jpgW singlu Call Of Duty: World At War męczy niedopracowany system respawnów. Po zajęciu jakiegoś punktu ginę z ręki gościa, który nagle pojawił się za moimi plecami. Równie zaskakujące jest to, że niektórzy wrogowie mają umiejętności z multi. Zdarzy się czasem, że truposz upuści granat (Poświęcenie) czy znajdzie jeszcze chwilę, żeby leżąc na ziemi, wyciągnąć pistolet (Ostatni Bastion). Ale ogólnie powrót do przeszłości wyszedł niezły. Minimum sześć godzin totalnej zabawy to norma powyżej oczekiwań.

Call Of Duty: World At War – recenzja – Podsumowanie:
+ epicka, gęsta akcja na każdym kroku
+ świetnie pomyślane lokacje
- dziwnie ulokowane respawny
- grafika i tematyka ciut nieświeża

OCENA: 8/10

Recenzja Call Of Duty: World At War  pochodzi z magazynu PLAY PC 1/2009. Autor: Barnaba Siegel

call-of-duty-world-at-war-screenshot-1.jpg

Picture 1 of 10

Przeczytaj także recenzje podobnych gier:

  • Advertisement

Wypowiedz się na temat gry!

Napisz, co sądzisz o tej grze lub o naszej recenzji.
Aha, jeśli chcesz mieć avatar, zdobądź go na tej stronie!