9 Kompania – recenzja
To ładna, dobra gra strategiczna dla miłośników skomplikowanych operacji na w miarę współczesnym polu walki. Wciąga, bo wymaga inwencji i precyzji działania. Recenzja gry 9 Komapnia!
Nie dość, że gra 9 Kompania jest trudna, to jeszcze trzeba uważać na mudżahedinów. Akcja rozgrywa się w latach 1979-1988, a zaczyna od przejęcia nieograniczonego właściwie liczebnie oddziału, w którym łatwo dostrzec bohaterów znanych z filmu Fiodora Bondarczuka. Choć sama fabuła niewiele ma z obrazem kinowym wspólnego. Przeczytaj recenzję >>
Przeczytaj także recenzje podobnych gier:
Anno 1404 – recenzja
Najnowsze Anno jest nieprawdopodobnie nasycone nowymi pomysłami i możliwościami. Sam Krzysztof Kolumb zostałby w domu, gdyby tylko dowiedział się, ile można zdziałać myszką i klawiaturą. Recenzja Anno 1404!
Akcja Anno 1404: początek XV wieku, czyli skromne początki renesansu i wypraw morskich do krain pachnących egzotyką. Główne zadania to cały czas stawianie kolejnych budynków i zasuwanie stateczkiem po mapie, w tej grze nie ma nawet minuty zbędnego spokoju. Kolonialny mikroświat tętni życiem. Przeczytaj recenzję >>
Przeczytaj także recenzje podobnych gier:
Battleforge – recenzja
Nowy rts w świecie trochę przesłodzonego, ale fajnego fantasy jest świeży, nietypowy i wciąga na długo wszystkich, którzy mają w sobie coś z kolekcjonera. Czyli każdego. A do tego jest przeznaczony głównie do zabaw grupowych. Nasza recenzja Battleforge!
Do gry łączącej strategię czasu rzeczywistego z karcianką doszyto niezłą historię. W skrócie: chodzi o gigantów. Śmiertelnicy mieli z nimi trochę problemów, a niektóre z tych problemów wymagały stoczenia wielkiej wojny i paru boskich interwencji. Gdy bogowie niespodziewanie odeszli, a słońce zaczęło przygasać, w chłodnych promieniach ginącej gwiazdy na świat przedostało się zło, z jakim ludzie nigdy jeszcze nie mieli do czynienia – Istoty Zmierzchu. Wyznawcy czterech odwiecznych sił – Natury, Cienia, Ognia i Mrozu zwarli szeregi, by stoczyć ostateczną walkę o przetrwanie. Wesoło.
To zabawa wielooosobowa. Battleforge korzysta z serwerów sieciowych i umożliwia tak rozgrywanie części scenariuszy w kooperacji jak i klasyczne pvp. Jako jeden ze Skylordów (ludzkich bohaterów obdarzonych nieśmiertelnością) prowadzę do boju armie, które przyzywam szeregiem zaklęć. Fajna jest otwarta mapa świata, na której mogę wybrać, dokąd pójść i z jakimi scenariuszami się zmierzyć. Łamie to liniowość i dodaje grze uroku.
Z KARTAMI NA WOJNĘ
Zasady może początkowo przerażają skomplikowaniem, ale po chwili wyrabiają się odpowiednie nawyki. W bitwach korzystam z zaklęć przedstawionych w postaci kart w czterech kolorach. Każda z nich ma określone działanie (przyzywanie jednostek, budynków, leczenie, zadawanie obrażeń i takie tam), zaś dwadzieścia kart składa się na talię. Można je zdobywać, wygrywając scenariusze, handlować nimi na aukcjach bądź wymieniać się z innymi, ewentualnie dokupić paczuszki po osiem sztuk. Obecność kart wprowadza do gry bardzo interesujący aspekt kolekcjonerski. A że w każdym z nas drzemie mały kolekcjoner, grywalność rośnie.
Sfera rts-owa Battleforge nie męczy: uproszczono kwestie budynków, zaś przewagę nad przeciwnikiem osiągam, zdobywając określone punkty na mapie, dające zasoby. Są zresztą tylko dwa: punkty mocy, które uzyskuję, stawiając nad złożami tak zwane studnie mocy oraz orby, które zdobywam, budując w wyznaczonych miejscach monumenty. Łatwiutkie do ogarnięcia, można skupić się na sieczce.
MOC ŚWIEŻOŚCI
Punkty mocy płyną z każdej studni i kumulują się, a wydaję je na rzucanie czarów. Budowanie monumentów pozwala rzucać coraz silniejsze zaklęcia i określa, jakiego koloru czary jestem wstanie rzucać, choć jest to też uzależnione od posiadanych orbów. Sporo tu fajnego kombinowania i satysfakcji z ułożenia dobrej talii i poprowadzenia Skylorda ku zwycięstwu.
Battleforge wygląda nieźle – niby mapie i modelom blisko do disneyowości piątych Heroesów, ale karty bywają przecudownie srogie. Tereny nie są wypełnione ultraszczegółowymi obiektami, ale efekty specjalne są fachowe, a latające malutkie potwory wesoło trzepoczą skrzydłami.
Znalazłem tu obszerny świat, kilka rozbudowanych kampanii fabularnych, otwartą społeczność graczy pomagających sobie, współzawodniczących, kolekcjonujących karty i testujących swe armie. Trochę męczy średnio wygodny interfejs, ale gra wciąga, jest dynamiczna i – przede wszystkim – orzeźwiająca jak sok z cytryny.
Recenzja Battleforge – Podsumowanie:
+ dynamiczna rozgrywka
+ kombinacje z układaniem talii
+ kolekcjonowanie pięknych kart
- niezbyt wygodny interfejs
OCENA: 8/10
Recenzja Battleforge pochodzi z magazynu PLAY PC 4/2009. Autor: Piotr Moskal
Przeczytaj także recenzje podobnych gier:
Battlestations: Pacific – recenzja
Mieszanka rts-a i wybuchowej gry akcji w realiach drugiej wojny światowej działa gładko niczym dobrze naoliwiony karabin maszynowy. Pomysł jest podobny jak w poprzedniej części – sprawdził się wtedy i sprawdza się znów. Recenzja Battlestations: Pacific!
Elementy strategiczne przepleciono z sekwencjami zręcznościowymi, łącząc odmienne modele rozgrywki w wyśmienitą mieszankę. Gracz w jednej chwili dowodzi lotniskowcami wypluwającymi z siebie szwadrony samolotów, by zaraz za sterami jednej z maszyn rzucić się do pikującego lotu bombowego albo własnoręcznie oddać salwę z dział okrętu flagowego. Przeczytaj recenzję >>
Przeczytaj także recenzje podobnych gier:
Command & Conquer Red Alert 3: Powstanie – recenzja
To nie dodatek dla nowicjuszy, bo zatną się błyskawicznie, ale weterani się zakochają. Nowe jednostki cieszą, choć nie tak jak świetna minikampania, w której trzeba wcielić się obłąkaną i gorącą Yuriko. Nasza recenzja Command & Conquer Red Alert 3: Powstanie!
Wielka wojna zakończyła się zwycięstwem Aliantów. Rosjanie i Imperium Wschodzącego Słońca zostali rozbici w puch, ich dowódcy pojmani, a doborowe jednostki zamknięte w krio-więzieniach, gdzie przetrzymywane są w stanie zamrożenia. Po śmierci prezydenta Ackermana do władzy dochodzą nowe siły, a coraz większą rolę zaczyna odgrywać Unia Europejska i jej prezydent Rupert Thornley (Malcolm McDowell). Do gry włączyła się także czwarta siła – korporacja FutureTech, zajmująca się produkowaniem zabójczych maszyn bojowych i mająca własne plany co do tego jak powinien wyglądać światowy porządek. Przeczytaj recenzję >>
Przeczytaj także recenzje podobnych gier:
Command & Conquer: Red Alert 3 – recenzja
Nowe zasady, pokręcone jednostki oraz dziwaczny styl graficzny wznoszą serię C&C na wyżyny. Lepsza niż kiedykolwiek. Oto recenzja Command
& Conquer: Red Alert 3!
W zupełnie innej wersji naszego świata wojna światowa toczyła się nie z Niemcami, ale z Rosją. Alianci wygrali dzięki wynalazkom niezastąpionego Alberta E=mc2 Einsteina. Gdy zaczyna się gra, Rosja jest pokonana, rząd w rozsypce, ratuj się kto może. Ale Sowieci mają asa w rękawie. A właściwie jokera, bo użycie maszyny czasu do wyeliminowania Einsteina ma niespodziewane skutki… Przeczytaj recenzję >>
Przeczytaj także recenzje podobnych gier:
Company Of Heroes: Chwała Bohaterom (Tales of Valor) – recenzja
Company Of Heroes Chwała Bohaterom to taka osobista wojna – zamiast dziesiątek czy setek żołnierzy w walkach biorą udział starannie wyselekcjonowane grupki. Z każdą z nich można by się zżyć, gdyby nie krótkość tego samodzielnego dodatku. Oto recenzja !
Oprócz nowych kampanii są tu trzy poprzednie. I dobrze, bo te świeże mają zaledwie po trzy misje! Ale misje dopieszczone i całkiem inne niż w podstawce. Przeczytaj recenzję >>
Przeczytaj także recenzje podobnych gier:
Empire Total War – recenzja
Empire połączył siłę tradycji z nową falą pomysłów. Zabrakło obiecywanej cudnej oprawy, ale rozgrywka, klimat i możliwości robią wrażenie . Mowa o Empire Total War!
Akcja zaczyna się od wprowadzenia w nową epokę wojen. Pierwsze starcie to linia strzelców i gęsta salwa w gości z naprzeciwka. Wbrew pozorom walka to nie wybijanie jednego szeregu, który jest natychmiast uzupełniany. Po złapaniu pierwszego kontaktu i ofiar, jeśli oddział nie ma wsparcia, nastawia na sztorc bagnety i szturmuje na wroga. To pozornie drobnostka, ale zmienia filozofię walki, bo jedna grupa może walczyć jednocześnie na odległość jak i w zwarciu. Przeczytaj recenzję >>
Przeczytaj także recenzje podobnych gier:
Grand Ages: Rome – recenzja
Kolejny rok, kolejny Rzym, teraz właściwie już w wersji 3.0. I chociaż do gry ponownie zostały wprowadzone interesujące rozwiązania, nie przekonuje swoją mechaniką. Budowa Wiecznego Miasta znowu jest zadaniem dla wytrwałych. Recenzja Grand Ages: Rome!
![]()
Twórcy Imperium Romanum do zabudowy białych plam na mapie imperium podeszli nieco inaczej niż dotąd. Zamiast lekko bezsensownego szeregu scenariuszy gwoździem programu jest kampania podzielona na pięć epizodów po kilka misji. W każdej gracz wciela się w członka jednego z największych rodów rzymskich, które walczą o wpływy w imperium. Przeczytaj recenzję >>
Przeczytaj także recenzje podobnych gier:
Men Of War – recenzja
Brak własnych pomysłów nie oznacza, że coś jest złe, tylko odtwórcze – tu jest ich jak na lekarstwo, a gra całkiem niezła. Recenzja Men Of War!
Rosjanie dobrze odrobili pracę domową kopiując co ciekawsze patenty z najpopularniejszych strategii jak odsłanianie kolejnych fragmentów mapy po spełnieniu niektórych celów misji (Supreme Commander 2), strzelanie w konkretne części pojazdu (Codename: Panzers), masa funkcji piechoty i przeszukiwanie ciał poległych w poszukiwaniu lepszych zabawek (Commandos), a nawet ciut lepszy system osłon, od tego z Kompanii Braci – od razu widać, jak wojacy się ustawią przy murku, bo pojawiają się tam ich widmowe odpowiedniki. Przeczytaj recenzję >>
