Command & Conquer Red Alert 3: Powstanie – recenzja
To nie dodatek dla nowicjuszy, bo zatną się błyskawicznie, ale weterani się zakochają. Nowe jednostki cieszą, choć nie tak jak świetna minikampania, w której trzeba wcielić się obłąkaną i gorącą Yuriko. Nasza recenzja Command & Conquer Red Alert 3: Powstanie!
Wielka wojna zakończyła się zwycięstwem Aliantów. Rosjanie i Imperium Wschodzącego Słońca zostali rozbici w puch, ich dowódcy pojmani, a doborowe jednostki zamknięte w krio-więzieniach, gdzie przetrzymywane są w stanie zamrożenia. Po śmierci prezydenta Ackermana do władzy dochodzą nowe siły, a coraz większą rolę zaczyna odgrywać Unia Europejska i jej prezydent Rupert Thornley (Malcolm McDowell). Do gry włączyła się także czwarta siła – korporacja FutureTech, zajmująca się produkowaniem zabójczych maszyn bojowych i mająca własne plany co do tego jak powinien wyglądać światowy porządek.
NOWA DOKTRYNA
Postawiono na rozgrywkę niewielkimi siłami, a najważniejsze jest odpowiednie zarządzanie ograniczonymi zasobami. Na początku dostępne są dwie z czterech kampanii – rosyjska, po ukończeniu której otwieram dostęp do kolejnych oraz kampania, w której… kieruję tylko jedną jednostką. To jednak nie byle kto, bo chodzi o samą Yuriko Omegę, jedną z najpotężniejszych jednostek w całym świecie Command & Conquer Red Alert 3: Powstanie. Interfejs się całkowicie zmienia, kamera koncentruje się na bohaterce, a cała zabawa przypomina troszkę Diablo, tylko z bardzo ograniczoną liczbą umiejętności.
Polecamy: poradnik – solucja do gry Command & Conquer Red Alert 3: Powstanie.
Jest jeszcze nowy tryb wyzwań, w którym działam na zlecenie korporacji FutureTech. To zestaw misji, w trakcie których stawiane są przed nami kolejne zadania – ich skuteczne wykonywanie gwarantuje dopływ nowych, bardziej zaawansowanych jednostek.
Nowości w Command & Conquer Red Alert 3: Powstanie jest mnóstwo – każde z mocarstw otrzymało po kilka doborowych jednostek z wyższych poziomów technologicznych. Rosjanie mają na przykład okrutnych Pustoszycieli, czyli zakutych w zbroje żołnierzy uzbrojonych w miotacze rozpuszczającego wszystko śluzu, motocykle z moździerzem, szybkie i zabójcze przeciw piechocie i budynkom czy nową maszynę kroczącą, będącą bardziej zaawansowaną wersją znanego i lubianego Sierpa.
W armii japońskiej pojawiły się zaledwie dwie nowe jednostki – można teraz wybudować megafortecę, która dysponuje siłą ognia równą małej armii, a w szeregi piechoty wstąpiły zabójcze łuczniczki, doskonałe zarówno przeciw jednostkom naziemnym jak i powietrznym. Amerykanie, podobnie jak Rosjanie, zostali hojnie obdarowani nową technologią – żołnierze piechoty zamrażający przeciwników, nowy supersamolot, działający niczym latająca forteca czy absolutnie zabójcze dla pojazdów i budynków roboty (wyglądające jak te z olbrzymie maszyny z Terminatora) to konkretne ulepszenia armii.
BOSKA BOHATERKA
Najbardziej zainteresowała mnie jednak minikampania Yuriko. Skupia się ona na historii. Kieruję jedną postacią, więc gra się bardziej jak w hack’n’slasha niż w klasycznego rts-a. Yuriko szybko odblokowuje cztery potężne moce psychiczne – może stworzyć sferę zabijającą piechotę, potrafi dominować słabsze umysły, przejmując kontrolę nad żołnierzami, umie stworzyć pole siłowe odbijające strzały w kierunku strzelającego, a do tego posiada zdolności telekinezy, dzięki czemu może podnosić rozmaite przedmioty i ciskać nimi z wielką siłą. Mapki zostały tak skonstruowane, że bez doskonałego ogarniania umiejętności nie ma szans powodzenia.
Command & Conquer Red Alert 3: Powstanie wygląda prześlicznie, a efekty specjalne miażdżą. Animacja jednostek jest wzorowa, podobnie jak rewelacyjne, lekko przerysowane modele pojazdów i żołnierzy. Zagranie w Command & Conquer Red Alert 3: Powstanie to obowiązek dla każdego szanującego się fana Red Alerta 3.
Command & Conquer Red Alert 3: Powstanie – recenzja – Podsumowanie:
+ Fajne nowe jednostki
+ Ciekawe minikampanie
- Troszkę za krótkie
- Zbyt trudne dla początkujących
OCENA: 8/10
Recenzja Command & Conquer Red Alert 3: Powstanie pochodzi z magazynu PLAY PC 5/2009. Autor: Tadeusz Zieliński.


