Drakensang: The Dark Eye – recenzja

May 19, 2009 Autor: ltyszko  
Kategoria: D, PC, RPG

Fajny, długi erpeg, z mocną linią fabularną z zachowawczą i ładną grafiką. Bez totalnego renesansu gatunku, ale pograć można. Oto recenzja Drakensang: The Dark Eye!

drakensang-the-dark-eye-screenshot-5.jpgAkcja Drakensang: The Dark Eye zaczyna się prawidłowo. Jest kilkanaście klas postaci, a bohater to nie obrońca ludzkości, tylko zwyczajny gość, który podróżuje do starego przyjaciela w jakiejś tam sprawie. Od początku widać baśniowy świat, milutkie dialogi, grupki osób, wśród których muszą być zleceniodawcy – jest, jak być powinno.

Po jakimś czasie coś jednak przestaje pasować. Niby-karczmarz to źródło informacji, najemnicy chcą się prać dla rozrywki, a myśliwy zleca polowanie na groźnego zwierza, ale im głębiej w grę, tym bardziej te motywy znikają. Co to za miasto, do którego mogę się dostać tylko na jeden sposób? Co to za bohater, który prowadzi śledztwo metodą słonia, wbijając się z ekipą do pełnej obcych tawerny i zadając same niewygodne pytania? I co to za gra, w której za garść miedziaków nie można wyciągać informacji od żebraków, a za piwo od pijaków? Dziwne to strasznie, ale jeszcze da się przełknąć.

Gorzej, że podczas niektórych zadań jesteśmy totalnie prowadzeni za rękę. Nie tylko nie trzeba myśleć, z kim i o czym gadać, ale też gdzie pójść, bo przy znaku zapytania na minimapie albo ktoś już czeka, albo się pojawia. Same zadania nie są jednak złe. Fabuła początkowo zapowiada się bardzo erpegowo, ale okazuje się wielowątkową kryminalną aferą. A dookoła sporo sidequestów.

HEJ, DRUŻYNO
drakensang-the-dark-eye-screenshot-7.jpgDrużyna to nie tylko przetrwanie, ale też specjalizacje. Te ostatnie określane są przez tabelki przypominające papierowe systemy rpg. Fachowiec uczy umiejętności, które rozwijamy wraz z awansowaniem bohatera.  I tak jeden gość zostaje specem od walki wręcz, drugi zielarzem i alchemikiem, a ostatni razi strzałami i otwiera zamki.

System walki i wykonywanie różnych czynności w Drakensang: The Dark Eye opierają się na rzutach kostką. W zależności od współczynników bohatera i liczby wylosowanej przez komputer udaje nam się trafić w cel czy zebrać jagody z krzaka. Szybko widać, co jest tak z grubsza potrzebne, ale natłok cech i ich skrótowych nazw w opisach przedmiotów tworzy zbędne zamieszanie.

Mimo tych niedociągnięć i odchyleń od klasycznego nurtu Drakensang jest wciągający i ma świetne dialogi. W końcu gra bez niedoróbek! I nie da się jej skończyć w dwa wieczory.

Na koniec gameplay z gry Drakensang: The Dark Eye:

Recenzja Drakensang: The DarkEye – podsumowanie:
+ klasyczny, turowy styl walki
+ niezłe, klimatyczne dialogi
- świat mógłby być głębszy
- interfejs niezbyt przystępny

OCENA: 7/10

Recenzja Drakensang: The DarkEye pochodzi z magazynu PLAY PC 1/2009. Autor: Barnaba Siegel

drakensang-the-dark-eye-screenshot-1.jpg

Picture 1 of 8

Przeczytaj także recenzje podobnych gier:

  • Advertisement

Wypowiedz się na temat gry!

Napisz, co sądzisz o tej grze lub o naszej recenzji.
Aha, jeśli chcesz mieć avatar, zdobądź go na tej stronie!