Juiced 2: Hot Import Nights – recenzja
Gdyby fajne pomysły z HIN nie tonęły w morzu miernoty byłaby konkurencja dla Need for Speedów. A tu cała para poszła w gwizdek. Oto recenzja Juiced 2: Hot Import Nights !
Juiced 2 był przez autorów przedstawiany jako mesjasz gier wyścigowych, który Undergroundy, Carbony i Pro Streety wciąga nosem. Rewolucyjne pomysły miały zagwarantować zupełnie nowatorską rozgrywkę, a na screenach prezentowała się słodka rozgrywka. Niestety, kiedy przyszło co do czego, okazuje się, że rewolucji nie ma, pomysły nie wypaliły, a oprawa jest słabiutka. THQ już teraz mówi, że kolejnych Juicedów nie będzie.
SKĄD MY TO…?
Grając w HIN trudno mi było pozbyć się wrażenia, że gdzieś już to widziałem. Oczywiście w Need for Speedach. Podobne jest pimpowanie samochodu, interfejs do oklejania bryczek jest skopiowany żywcem, znajomo wyglądają nawet wskaźniki na ekranie wyścigu. Gdyby nie kilka różnic, można by powiedzieć, że HIN to ubogi kuzyn NFSów.
Tytułowe Hot Import Nights to autentyczna impreza objazdowa, na której miłośnicy wytonowanych bryk popisują się umiejętnościami w prowadzeniu i błyszczącymi chromem autami. Celem w grze jest przebicie się przez 9 lig i zostanie mistrzem nad mistrzami. Za wygrywanie wyścigów zarabia się hajs, który następnie przeznaczany jest na nowe bryki.
Na plusik należy zaliczyć bardzo fajny pomysł z obstawianiem kasy w trakcie zawodów. Co prawda rujnuje on całkowicie ekonomię gry, ale daje szansę na szybkie wzbogacenie. Pod tym względem gra stoi na drugim biegunie w stosunku do pierwszej części – tam po kilku wyścigach gracz był spłukany i mógł zaczynać od nowa. Tu wystarczy postawić kilka razy kasę i już zamieniamy się w Rockefellera.
DOTYKANIE DNA
Autorzy Juiced 2: Hot Import Nights próbują sprzedać grę zachwalając pomysł z niby-kodem DNA w którym są niby-zapisane niby-informacje o umiejętnościach kierowcy. Bohater może rozwijać swoje parametry wykonując odpowiednie zadania na torze (na przykład wyprzedzając, albo strasząc przeciwników), ale w praktyce absolutnie nie zwracałem na to wszystko uwagi.
Wzrost współczynników nie przekłada się bowiem na zachowanie samochodów na torze, a zdolności przeciwników i tak nie ma kiedy podziwiać. Zresztą co mnie obchodzi czy jakiś kolo ostro bierze zakręty, a laska lubi wysokie zakłady? Ważne żeby oglądać ich we wstecznym lusterku, a nie planować strategię wyprzedzania.
Jeździ się nawet przyjemnie, choć rozbawiło mnie ostrzeżenie na ekranie tytułowym, że model jazdy przedstawiony w grze Juiced 2: Hot Import Nights nie jest całkowicie realistyczny i że samochody mogą zachowywać się inaczej. Cóż. Model jazdy z realizmem to macał się chyba przez szybkę w areszcie, gdzie siedział za notoryczne przekraczanie prędkości. Nie dajcie się oszukać – to nie symulator tylko zręcznościówka.
Gra Juiced 2: Hot Import Nights wygląda w dodatku bardzo przeciętnie, ma problemy z obsługą jakichkolwiek kontrolerów poza klawiaturą i microsoftowym dżojpadem od Xboxa 360 (!), a na niektórych komputerach bezlitośnie przycina, na co jedyną radą jest wyłączenie akceleracji sprzętowej dźwięku. Pierwszy Juiced mnie nie zachwycił, ale przynajmniej był bardzo kolorowy. Ten nie jest niestety nawet kolorowy.
Juiced 2: Hot Import Nights – podsumowanie:
+ fajny pomysł z obstawianiem wyścigów
- słaba grafika
- wtórność, niedziałający pomysł z DNA
- problemy techniczne
OCENA: 5 /10
Recenzja gry Juiced 2: Hot Import Nights pochodzi z magazynu PLAY PC 3/2008. Autor: Tadeusz Zieliński


