Legendary – recenzja

May 25, 2009 Autor: ltyszko  
Kategoria: FPS, Gry akcji, L, PC, PS3, X360

Mieszaniną fajnych kreatur, makabry oraz staroszkolnego biegania z klamką bez gnicia za murkami ta prosta, całkowicie liniowa i skryptowana na maksa strzelanina dzielnie walczy o choćby odrobinę uznania – i nie bez sukcesów. Recenzja Legendary!

legendary-screenshot-5.jpgTo dzieło twórców cienkiej strzelaniny Turning Point: Fall of Liberty od początku nie daje mi zapomnieć o jego pochodzeniu, serwując zagruzowane ulice (tu współczesny Manhattan) i biegających wokół gości (tu gliniarzy) próbujących odeprzeć inwazję (tu potworów z puszki Pandory). Podobny jest labirynt z samochodów i zniszczonych budynków układający się w bariery, abym nie pobiegł w siną dal. Także grafika jest z cyklu „nie wszystko błyszczy, co na silniku Unreala 3”.

GŁOŚNY START
Lekkopółśrednie tekstury dekoracji i efekt poświaty robią wrażenie, jakby gra była z czasów pierwszego Rainbow Six Vegas. Ale nadrabia energią. Gdy złodziej wynajęty do zwędzenia puszki Pandory dotyka artefaktu, jego dłoń zostaje naznaczona stygmatem, który pozwala wysysać energię z legendary-screenshot-4.jpgzabitych i przerabiać ją na zdrowie albo telekinetyczne pchnięcia. Tuż obok strumień energii rozwala sufit i wywołuje trzęsienie ziemi. Walą się ściany, po kątach leżą ranni i martwi, ale prawdziwa jazda zaczyna się na ulicy. Ziemia pod nogami wylatuje w powietrze, pełna reklam na budynkach okolica Times Square pali się i wali. Tu jakaś macka spod ziemi wciąga w rozpadlinę człowieka rozpaczliwie trzymającego się autobusu, tam gryf roztrąca auta i pożera ludzi.

Gra prowadzi za rączkę przez rumowisko ulic, stacje i tunele metra, piętra ziejących wnętrzami budynków, piwnice, kanały i znów ulice. Później skaczę do Londynu, gdzie przebijam się przez ładny kamienny cmentarzyk, katedrę i lochy. Jest i okazja do strącania gryfów wyrzutnią z Big Benem w tle. Dlaczego graficy rozwinęli skrzydła dopiero w drugiej połowie gry?

Mityczna puszka Pandory zawierała symboliczne nieszczęścia, a nie konkretne, robiące Sajgon potwory. Ale twórcy gry Legendary rozsmakowują się w mieszaniu źródeł i wykręcaniu legend na swoją stronę. Polubiłem tę konwencję, choć wielu uzna ją za przegięcie. Gryfy nie mają lwich ciał, są w całości ptakami i mają srogie rogi. Wilkołaki, głosi gra, to oddzielny gatunek, żadni tam ugryzieni ludzie.

legendary-screenshot-3.jpgŁadnie oteksturowany firedrake nie ma wiele ze starogermańskiego ognistego smoka, wygląda jak zrobiony ze stygnącej lawy. Najciekawszy jest golem: żydowska legenda mówi o glinianym, w grze to kilkupiętrowy olbrzym sklejony z kawałów gruzu i samochodów. Sposób na niego jest całkiem współczesny: spajającą go siłę rozbije impuls EMP (ten niszczący elektronikę). Trzeba tylko doładować parę emiterów, opędzając się od potworów.

Pojawiają się też ludzcy najemnicy organizacji próbującej odnaleźć w tym chaosie puszkę i zabić złodzieja. Goście nie wyglądają może tak fachowo jak w F.E.A.R. (i nie są tak sprytni), ale dają radę, zwłaszcza gdy po serii otacza ich chmurka krwi. Do pomocy mam żołnierzy innej organizacji (nie pytajcie), autonomicznych i w razie śmierci uzupełnianych przez grę w stylu starych Call Of Duty.

BESTIE PO TUNINGU
Gwiazdami są wilkołaki. Nie za mądre, za to ruchliwe, silne, łażące po ścianach i potrafiące odgryźć głowę strzelcowi (nieważne, z którego oddziału). Za legendary-screenshot-2.jpgto gra zbiera u mnie punkty, bo biegam na boki w ramach uników i pruję do stada drani całymi seriami. Na koniec wilkołakom trzeba odstrzelić głowę, bo wstają. Można też odrąbać. Szeregowe wilki są osobliwie pozbawione sierści i ładnie cieniowane. Szczecinę mają silniejsze samce alfa, z którymi tańczy się dłużej, bo są wytrzymalsze. Słabnąc, tracą płaty zdartej skóry i pokazują żebra. Ciągły ruch jest też warunkiem przeżycia walki z silnymi jak byki minotaurami.
To wesoła rzeź, ale rynek nie wybacza projektowych płycizn i przykurzonych pomysłów na rozgrywkę, więc Legendary zostanie zdeptane przez superprodukcje.

Legendary – recenzja – Podsumowanie:
+ potwory po demitologizacji
+ bez siedzenia za murkiem
- to naprawdę silnik Unreala 3?
- mechanika bez uniesień

OCENA: 6/10

Recenzja Legendary pochodzi z magazynu PLAY PC 1/2009. Autor: Rafał Belke

legendary-screenshot-1.jpg

Picture 1 of 5

Przeczytaj także recenzje podobnych gier:

  • Advertisement

Wypowiedz się na temat gry!

Napisz, co sądzisz o tej grze lub o naszej recenzji.
Aha, jeśli chcesz mieć avatar, zdobądź go na tej stronie!