Lost: Zagubieni – recenzja

July 3, 2009 Autor: ltyszko  
Kategoria: Gry akcji, L, PC, Przygodowe, PS3, X360

lost-zagubieni-screenshot-8.jpgTeoretycznie fanowi Losta do szczęścia powinien wystarczyć interaktywny odcinek. Dokładnie to dostają w Zagubionych. Problem w tym że autorzy chyba zagubili gdzieś ducha serialu. Recenzja gry Lost: Zagubieni!

Zaczyna się świetnie. Przez kilkadziesiąt sekund uczestniczę w ostatnich chwilach feralnego lotu Oceanic 815. Na moich oczach odrywa się kokpit i szybuje gdzieś w dół. Ostatni widok jaki zapamiętuję, to piękna tropikalna wyspa zbliżająca się z wielką prędkością.

Budzę się w dżungli. Charakterystyczna scena ze zbliżeniem oka nie pozostawia wątpliwości – trafiłem do Losta. Po kilku krokach wśród leśnych zarośli spotykam Kate i z przyjemnością stwierdzam że wygląda łudząco podobnie do Evangeline Lilly. Wymieniam z nią kilka zdań i biorę udział w pierwszej minigrze we wspomnienia.

lost-zagubieni-screenshot-6.jpgGRA Z PAMIĘCIĄ
To jeden z fajniejszych elementów. Ponieważ mój bohater stracił pamięć (ach, jakże to wygodne dla scenarzystów), muszę pomóc mu w jej odzyskaniu. Gdy trafiam do minigry ze wspomnieniami, moim zadaniem jest sfotografowanie odpowiedniego fragmentu danej sceny. A to twarzy jakiejś postaci, a to dokumentów leżących na stole, czy innego ważnego detalu. Wspomnienia pomagają później na wyspie, w rozmowach z niektórymi bohaterami. Nie ma jak powiedzieć Kate, że wiemy o jej problemach z prawem. Od razu robi się bardziej skora do współpracy.

Początek gry Lost: Zagubieni jest niezły. Wychodzę z dżungli i staram się pomóc ludziom na plaży. Po chwili biorę w drugiej minigrze – tym razem musze tak poustawiać bezpieczniki, aby w odpowiednie miejsca popłynął prąd o odpowiednim napięciu. Zadanie nie jest trudne (zresztą jak wszystko w tej grze) i wymaga od gracza podstawowej wiedzy z zakresu odejmowania.

Udaje mi się po minucie i nagle oglądam planszę oznaczającą zakończenie odcinka. Tak, tak. Gra została podzielona na siedem mini epizodów, wzorowanych na tych telewizyjnych. Każdy z nich da się ukończyć w góra pół godziny, więc cały Los: Zagubieni to maksymalnie dwa wieczory zabawy.

lost-zagubieni-screenshot-4.jpgDZIURY W SERZE
Epizodyczność to wygodny sposób na ominięcie dziur w scenariuszu i niespodziewanych przeskoków w czasie. Kolejny epizod dzieje się już w kilka godzin później, a następny w odstępie kilku dni i tak dalej. Jeśli nie znamy dobrze pierwszego, drugiego i trzeciego sezonu historia wyda się pourywana i postrzępiona. Co gorsza – wyda się taka, nawet jeśli wszystkie sezony znamy na pamięć.

Via Domus robi wrażenie gry zrobionej na szybko i po łebkach. Historia, która powinna być tu najmocniejszym punktem, rozczarowuje. Rozczarowuje przede wszystkim tym, że zamiast pogłębiać serialowe wątki zaledwie się po nich prześlizguje. A to zobaczymy gdzieś Innych, a to mignie nam między drzewami dym, ale wszystko z oddali i bez wdawania się w szczegóły. Bohater ma swoje własne problemy (wplątał się w aferę dotyczącą sprzedaży broni na dużą skalę) i zupełnie nie interesuje się problemami i mistyką wyspy. To co w serialu najbardziej pasjonuje, tu zostało ledwie zarysowane.

lost-zagubieni-screenshot-7.jpgNajboleśniej odczuwałem to w trakcie rozmów ze znanymi postaciami. Niby można wypytywać je o wydarzenia na wyspie, ale nie liczmy na to, że powiedzą cokolwiek ponad to co wiemy już od dawna. Nawet obiecywana wizyta w stacji Łabędź, która budziła nadzieje na poznanie jakiejś szokującej prawdy ze świata Losta, okazuje się tylko krótką interaktywną wycieczką do lostowego muzeum, w trakcie której musiałem naprawić tablice z bezpiecznikami (tym razem trzy) i wklepać słynne cyferki do komputera.

NIE DO ZAGUBIENIA
Nie wszystkie elementy gry Lost: Zagubieni są słabe. Bardzo fajnie wymyślono poruszanie się po dżungli. Gęstwina jest tu niesamowita, a by nie zgubić się wśród identycznie wyglądających ścieżek musimy szukać wskazówek. Po ich znalezieniu poznajemy ogólny kierunek w którym powinniśmy się udać, by znaleźć kolejny trop.

lost-zagubieni-screenshot-2.jpgNiezłym, choć niepociągniętym pomysłem jest handel wymienny. Zbierając rozmaite śmieci możemy za nie później kupić pochodnie przydatne w ciemnościach, a nawet broń za pomocą której rozprawimy się z Innymi buszującymi w dżungli. Swoją drogą ich obecność jest dość bezsensowna – wystarczyłoby więcej spotkań z dymem.

Niezłe emocje daje zwiedzanie jaskiń, w których przyświecamy sobie pochodniami. Trzeba o nie dbać, bo szybko się wypalają, a nie ma nic gorszego niż znalezienie się gdzieś głęboko pod ziemią w całkowitych ciemnościach.

Ogólny poziom trudności Lost: Zagubieni jest jednak niezbyt wygórowany, by nie powiedzieć – skandalicznie niski. Via Domus nie stawia przed graczem prawie żadnych wymagań. Zaciąć się można właściwie tylko w jednym miejscu, a największe problemy, z którymi musi borykać się gracz, to unikanie Innych w dżungli, przy jednoczesnym szukaniu tropów, oraz odejmowanie, którego znajomość jest niezbędna do rozwiązywania zagadek z bezpiecznikami. Pomijając te utrudnienia, cała gra to jazda krótka, lekka i niezobowiązująca.

KOMU BAJKĘ?
Problem z Via Domus polega na tym, że nie jest to ani ciekawa opowieść ze świata Losta, ani wciągająca gra komputerowa. Brak głębszej wkrętki zaboli każdego fana. Zwykłych graczy nie zainteresuje mętna historyjka dziennikarza błąkającego się po tropikalnej wyspie i próbującego odkryć tajemnicę swojej przeszłości.

lost-zagubieni-screenshot-3.jpgPozwiedzać jest oczywiście przyjemnie. Zobaczenie dymiącego  wraku na plaży to fajna akcja, podobnie jak oglądanie wnętrza stacji Łabędź. Tylko niestety skoro nie wystarcza to do przykucia uwagi hardkorowego fana Losta, nie wystarczy także w wypadku tych którym serial zwisa i powiewa.  Do tego grafika jest raczej z gatunku średnich, a gra co chwilę raczy nas ekranem dogrywania – pod tym względem przebija nawet Wiedźmina.

Podsumowując, można na Lost: Zagubieni rzucić okiem, a jeśli ktoś bez Losta żyć nie może – nawet skończyć. Ale na jazdę porównywalną do tasiemca J.J. Abramsa raczej nie ma co liczyc.

Lost: Zagubieni – podsumowanie:
+ można pozwiedzać miejscówki znane z serialu
+ fajne nawigowanie w dżungli, niezły patent
- słaby Lost, skrajnie liniowa rozgrywka
- poziom trudności dla przedszkolaka
OCENA: 6/10

Recenzja gry Lost: Zagubieni pochodzi z magazynu PLAY PC 4/2008.

lost-zagubieni-screenshot-9.jpg

Picture 1 of 9

Przeczytaj także recenzje podobnych gier:

  • Advertisement

Wypowiedz się na temat gry!

Napisz, co sądzisz o tej grze lub o naszej recenzji.
Aha, jeśli chcesz mieć avatar, zdobądź go na tej stronie!