Need For Speed: Undercover – recenzja
Imponująca lista superbryk i emocjonujące pojedynki na autostradzie to niestety za mało, aby zrównoważyć taką liczbę błędów technicznych i niedociągnięć w rozgrywce. Nowego Need for Speeda wydano o pół roku za wcześnie. Recenzja Need For Speed: Undercover!
Jako tajniak, który ma infiltrować środowisko przemytników luksusowych aut, muszę najpierw wykazać się na ulicy w różnych imprezach – od tradycyjnych wyścigów okrężnych przez walkę z policją po emocjonujące pojedynki na autostradzie. Fabułę animują scenki z aktorami, w których główne skrzypce gra niejaka Chase Linh – oficer prowadząca i jedyna osoba znająca prawdziwą tożsamość bohatera.
Filmiki to niskobudżetowy serial policyjny, w którym stereotyp goni stereotyp. Próbowałem wkręcić się w bycie tajniakiem, ale gra Need For Speed: Undercover robiła wszystko, bym tego nie poczuł. Szczątkowe przerywniki opowiadają banalną historyjkę sprowadzającą się do schematu – przejedź kilka misji dla jakiegoś gangu, zlikwiduj jego szefów, wygraj wyścig, powtórz. W Niani jest więcej dramatyzmu niż tu.
Największy problem to grafika. I nie chodzi o to, że jest brzydka i niedopracowana, lecz o to, że gra przycina. Wyścigi mogą wyglądać słabo, ale nie mogą nie być płynne! Przy prędkości, z jaką się tu jeździ, każda klatka animacji jest ważna! Bez tego nie można normalnie walczyć na torze, a unikanie ruchu ulicznego jest męką, a nie fajną zabawą. Jadę sobie spokojnie, szykując się do wyprzedzania lidera, gdy obraz zaczyna skakać jak szalony i ląduję na najbliższej ścianie.
SAME STARE POMYSŁY
Słabą fabułę i braki techniczne mógłbym spróbować przeboleć, gdyby rozgrywka wciągała. Ale zabawa sprowadza się do zaliczania kolejnych imprez, a większość z nich to kopia tego, co serwował Most Wanted, Carbon czy stare Undergroundy. Wracają sprinty z punktu A do B, są wyścigi po okrążeniach, zaliczanie punktów kontrolnych i bardzo znajome pościgi z glinami, w których główne skrzypce grają, jakżeby inaczej, łamacze pościgu. Jest jeszcze zabawa w wyprzedzanie i wspomniane pojedynki na autostradzie.
Polecamy: Poradnik i solucja do gry Need for Speed: Undercover.
Gra Need For Speed: Undercover ma teoretycznie otwartą strukturę, ale słabo ją wykorzystuje. W wyścigach trasa jest ograniczona bandami i nie można z niej zjeżdżać. Tak samo było w Undergroundach osiem lat temu – przecież można to wymyślić inaczej! Walka z policją jest prościutka: owszem, gliniarzom zdarza się siąść nam na ogonie i wtedy trudno ich zgubić, ale tylko raz udało im się mnie złapać. Nawet gdy okrążało mnie pięć radiowozów, zawsze udawało się znaleźć wyjście, puknąć łamacz pościgu i umknąć.
Luźna jazda po mieście ma sens tylko przy testowaniu nowego samochodu. Nie ma tu żadnych tajemnic czy misji do odkrycia, więc nie ma co snuć się po ulicach. Skróty można spokojnie ogarnąć w trakcie wyścigu.
CZY JEST TU BOHATER?
Model jazdy waha się pomiędzy zręcznościówką a symulatorem, zdecydowanie przechylając się ku temu pierwszemu. Potrzeba nieco delikatności, inaczej ciężko się wyrobić na ostrzejszym zakręcie, a przy starcie łatwo zakręcić bączka, ale taktyka ciśnięcia do dechy i lekkiego odpuszczania na łuku się sprawdza. To zdecydowanie najmniej techniczna część serii.
Poznęcałem się nad nowym Need for Speedem, ale gra ma swoje momenty. Dobrze wykorzystane oświetlenie świetnie buduje atmosferę i doskonale pasuje do wyścigów. Auta oświetlone nieustannie zachodzącym słońcem wyglądają efektownie, choć widać, że modele są dość ubogie.
Bardzo fajne i ratujące całą grę są pojedynki na autostradzie. Co prawda łatwo je wygrać, bo przeciwnicy często popełniają błędy, ale śmiganie w ruchu ulicznym i wyszukiwanie odpowiedniej drogi bardzo mnie jarało. Samochody cywilne łączą się w zwarte grupki, a minięcie ich bez utraty prędkości wymaga nieco kombinowania. Niestety przeciwnik za często popełnia błędy, a gdy utknie w korku, rzadko zdarza się, żeby zdołał nadrobić straty – przeważnie impreza zostaje wygrana przez gracza.
Imponuje lista bryk, pośród których jest między innymi Bugatti Veyron, na które już od dawna ostrzyłem sobie zęby, ale to nie ratuje sprawy. Oby był to wypadek przy pracy, bo po kolejnej takiej wpadce ja już więcej Need for Speeda nie kupię.
Need For Speed: Undercover – recenzja – Podsumowanie:
+ fajne pojedynki na autostradzie
+ duży wybór samochodów
- słaba grafika i rwana animacja
- zbyt łatwe i przez to nudne wyścigi
OCENA: 6/10
Recenzja Need For Speed: Undercover pochodzi z magazynu PLAY PC 1/2009. Autor: Tadeusz Zieliński



acha i jescze jedno:
autor napisal:
Oby był to wypadek przy pracy, bo po kolejnej takiej wpadce ja już więcej Need for Speeda nie kupię.
ja pisze:
bezobrazy
nikt cie nie prosi łaski nie robisz. A tak poza tym ta recenzja jest benadziejna
GRa to totalne dno juz nie ma tego co w innych czesciach Starujesz i jestes 1 zbyt nudne