Warhammer 40,000: Dawn of War II – recenzja

June 8, 2009 Autor: ltyszko  
Kategoria: PC, RTS, Strategie, W

A teraz coś zupełnie z innej  beczki. Relic robi rts-a jakiego wcześniej nie było. Znowu. Wyszedł im szalenie uzależniający potwór. Recenzja Warhammer 40,000: Dawn of War II !

warhammer-dawn-of-war-ii-screenshot-3.jpgUniwersum jest przefantastyczne, ale to przecież żadna niespodzianka. W czterdziestym pierwszym tysiącleciu galaktyką rządzi Imperator. Od 10 tysięcy lat siedzi na Złotym Tronie, zamknięty w sarkofagu, podtrzymywany przy życiu jedynie mocą tysięcy psioników. Jego umysł nadal jest potężny i samymi myślami Imperator wydaje rozkazy swym najbardziej oddanym żołnierzom – zastępom kosmicznych marines, zmodyfikowanych genetycznie super-wojowników. Te stalowe pudziany to najtwardsi i najbardziej zażarci obrońcy ludzkości.

Gracz wciela się w młodego dowódcę, który wraz z czterema wiernymi oficerami pilnuje porządku w domowym sektorze zakonu Krwawych Kruków. Zaczyna się niewinnie. Planety, z których Kruki rekrutują świeże mięso do swoich oddziałów, nękane są ostatnio plagą orków. Zielonoskórzy atakują zaskakująco sprawnie, dobrze wybierając swoje cele. A wiecie, to do nich trochę niepodobne.

Wszystko wskazuje na to, że ktoś nimi kieruje. Orkowie szybko okazują się najmniejszym problemem Zakonu. Cały sektor został zaatakowany przez flotę-rój alienowatych tyranidów. Rojem kieruje przemyślny Umysł, który instynktownie wie gdzie uderzyć, by najbardziej bolało. Poszczególni tyranidzi nie znają strachu, są ich miliardy, a każdy jest bardziej zabójczy od poprzedniego.

warhammer-dawn-of-war-ii-screenshot-6.jpgPRZEPRASZAM, CZY TU DIABLO?
Postawiono na głowie nie tylko zasady pierwszego Dawn of War, ale rts-ów w ogóle. Tak naprawdę to dwie gry: moduł multiplayerowy bardziej przypomina znajome klimaty. Jest budowanie bazy i walka o zaopatrzenie. Kupuje się jednostki, wysyła je na pole walki, szaleńczo mikruje (czyli mikrozarządza klikając na specjalne zdolności), a potem patrzy jak giną przez głupi błąd albo przez skilla przeciwnika. Zmiany w rozgrywce są, jednym się spodobają, inni pewnie znienawidzą za nie cały świat. Znacznie zmniejszono liczbę jednostek, nie ma już dziesiątek oddziałów przewalajacych się przez ekran, a gra, która już wcześniej była ostro nastawiona na akcję, stała się jeszcze bardziej dynamiczna.

W singlu Down of War II bliżej jest do hack’n’slasha spod znaku Blizzarda, niż do klasycznego rts-a. Tylko że zamiast jednej postaci są cztery, a właściwie jeden bohater i trzy oddziały kierowane przez oficerów. Ale już i postać gracza i oficerowie to coś w rodzaju rpg-owych  bohaterów z drzewkami umiejętności i poziomami.

Walcząc zdobywają doświadczenie i punkty zdolności, które potem inwestuje się w umiejętności strzelania, walki wręcz czy odporność. Dodatkowo każda postać posiada zestaw dodatkowych specjalnych sztuczek i cech, które odblokowuje rozwijając którąś z podstawowych biegłości. Może być to zdolność do odzyskiwania zdrowia przez zadawanie ciosów, honory terminatorskie pozwalające nosić najpotężniejsze zbroje energetyczne albo jakiś specjalny atak.

Choć oddziałów do wyboru łącznie jest pięć (ostatni to potężny drednot), to do boju można wziąć maksymalnie trzy. Jedno miejsce zarezerwowane jest dla Zakonnego Dowódcy, ale nie jest to problem, bo to twardy typ i radzi sobie  nie gorzej (a nawet lepiej) niż pozostali. Oddziały mają odgórnie wyznaczone role – Tarkus dowodzi strzelcami, Thaddeus stoi na czele marines wyposażonych w plecaki odrzutowe szturmuje i walczy wręcz, Avitus przyciska ogniem ciężkich bolterów, a Cyrus to doświadczony zwiadowca. Zestaw oddziałów trzeba za każdym razem dostosowywać do misji, jednocześnie pamiętając o tym, aby wszyscy równomiernie awansowali.

warhammer-dawn-of-war-ii-screenshot-2.jpgFunkcję danego oddziału można zmodyfikować inwestując w jedną z biegłości – ze szturmowców można zrobić strzelców, a zwiadowcy po szkoleniu umieją posługiwać się miotaczem ognia. Wszystko zależy od tego jak kto lubi grać. A steruje się nimi jak w każdym klasycznym rts-ie, klikając prawym przyciskiem myszy i używając klawiaturowych skrótów.

Szybko okazuje się, że cztery oddziały na polu bitwy to wcale nie za mało. Przecież i tak zwykle do przycisku wywołującego piątą grupę sięgnąć już trudno. I tak zdarzały mi się sytuacje, gdy w chaosie walki przeoczyłem krzywdę dziejącą się jednemu z oficerów. A trzeba się pilnować, bo utrata choćby jednego oddziału to nie tylko poważne utrudnienie, ale także obniżona ocena. Ta wpływa z kolei na ilość punktów doświadczenia oraz na ewentualną możliwość zrobienia kolejnej misji danego dnia kampanii.

SYPIE SIĘ!
Konstrukcja gry zaskakuje. W trakcie kolejnych dni wykonuję po jednej misji, a niektóre zadania mają ograniczony czas na wykonanie. Tak jest zwykle z obroną zdobytych wcześniej budowli o strategicznym znaczeniu. Co ciekawe – walki toczą się zwykle na tych samych mapkach. Nie dość tego, niemal zawsze sprowadzają się do tego samego – przebić się przez teren oczyszczając go z wroga i zabić bossa czekającego na końcu. Bossowie się zmieniają, rosną w siłę i ostro napinają, ale w nagrodę rzucają cenne nagrody. To kolejne podobieństwo do Diablo – w tej grze sprzęt sypie się co chwilę.

warhammer-dawn-of-war-ii-screenshot-5.jpgNowe pancerze, bronie czy specjalne przedmioty można zamienić później na doświadczenie albo spędzić dużo czasu dopasowując je do danego oddziału. Po pewnym czasie zorientowałem się, że misje w tej grze trwają często krócej niż czas poświęcony na pimpowanie żołnierzy! Ale nie ma jak Zakonny Dowódca obwieszony niebieskimi przedmiotami (kod kolorów żywcem wyjęty z World Of Warcraft), idealnie przygotowany do walki wręcz. Gdy widzę jak z pieśnią na ustach rzuca się szarżą w szeregi tyranidów, czuję dumę.

Zbieranie przedmiotów i taktyczne wyzwania płynące z walki są tak wciągające, że zupełnie przesłaniają minusy płynące z pewnej powtarzalności tego co robimy. Sporo tu grindowania, mało tu mapek. Ale z drugiej strony zasady, którymi rządzi się rozgrywka, są tak uniwersalne, że nawet gdyby byli tu tylko tyranidzi, Marines i tylko jedna planeta, to i tak grałoby się świetnie.

MROCZNE PERSPEKTYWY
Nawet na rocznym komputerze Down of War II śmiga w maksymalnych detalach, nie zwalniając nawet przy największej rozwałce. A ta jest tu konkretna, bo autorzy dosłownie obsypali efektami specjalnymi wszystko co tylko się dało. Huragany pocisków, deszcze laserów i gradobicie granatami towarzyszą nawet najmniejszym starciom. Jak to już w serii Down of War jest zwyczajem, animacja jednostek jest tip-top. Żołnierze realistycznie reagują na ciosy w walce wręcz, widowiskowo padają na ziemię podbici wybuchem, a czasem wykańczają wroga jakimś szczególnie widowiskowym ciosem.

warhammer-dawn-of-war-ii-screenshot-4.jpgNie wiem czy to zupełnie nowe podejście spodoba się ortodoksyjnym fanom poprzedniej części. Zmian jest tu zatrzęsienie, a tryb dla jednego gracza w niczym nie przypomina tego z Down of War. Mnie te pomysły kupiły w całości. Nieustanna walka z hordami wroga idealnie oddaje klimat świata Warhammera 40,000, zbieranie przedmiotów i kombinowanie z ich zestawami jest o niebo ciekawsze od schematu zbuduj bazę/zbuduj najsilniejsze jednostki/rozjedź wroga, a jeśli chcę bardziej klasycznego rts-a to zawsze mam tryb multiplayer. Moja rada: kupować w imię Imperatora.

Warhammer 40,000: Dawn of War II – recenzja – Podsumowanie:
+ przepiękna grafika z masą efektów specjalnych
+ świetnie zaprojektowany tryb singleplayer
+ profesjonalnie napisany kod gry
- misje w singlu za często się powtarzają

OCENA: 8/10

Recenzja Warhammer 40,000: Dawn of War II pochodzi z magazynu PLAY PC 3/2009. Autor: Tadeusz Zieliński

warhammer-dawn-of-war-ii-screenshot-7.jpg

Picture 1 of 14

Przeczytaj także recenzje podobnych gier:

  • Advertisement

Wypowiedz się na temat gry!

Napisz, co sądzisz o tej grze lub o naszej recenzji.
Aha, jeśli chcesz mieć avatar, zdobądź go na tej stronie!