Winter Sports 2008: The Ultimate Challenge – recenzja
Spośród wszystkich zimowych dyscyplin, najciekawszy w tej grze jest curling. Naprawdę. To jednak wcale dobrze o niej nie świadczy. Recenzja Winter Sports 2008: The Ultimate Challenge!
Zawody pań machających miotłami przed majestatycznie sunącym po lodzie czajnikiem to niewyczerpane źródło dowcipów. Tu jednak stanowią przyjemną odmianę po festiwalu wduszania kursorów, bo jako jedyna z dyscyplin wymagają trochę pomyślunku. Celowanie tak, żeby wybić kamienie drużyny przeciwnej, podkręcanie toru jazdy kamieni i blokowanie przeciwnikom dostępu do środka domu – w to gra się naprawdę nieźle. W całą resztę znacznie słabiej.
W miarę znośne jest jeszcze narciarstwo alpejskie. Trzy rodzaje zjazdów pomiędzy bramkami mają pewną dozę dynamiki, a poza wciskaniem kursorów w lewo i w prawo trzeba jeszcze rozpędzać się i hamować, żeby zmieścić się w trasie. Bardziej dynamiczne są zjazdy na saneczkach, bobach czy skeletonie, ale tylko pod względem wizualnym. Poza tym to kompletna nuda – kursor w lewo… kursor w prawo… i ciągle ten sam tor.
NIE NA MEDAL
Najbardziej wkurza to, że w większości zawodów w Winter Sports 2008: The Ultimate Challenge wcale nie patrzy się na to, co robi sportowiec, tylko na wskaźniki kursorów. W ten sposób kompletnie zepsuto potencjalnie najciekawszą dyscyplinę: łyżwiarstwo figurowe. Zamiast oglądać potrójne axle, trzeba patrzyć na pojawiające się w okienku strzałki, żeby wcisnąć je w odpowiednim momencie. Można potem puścić replay, ale jest to fajne tylko raz; byłoby znacznie lepiej, gdyby program jazdy gracz układał sobie sam, tymczasem zmienia się on automatycznie wraz ze zmianą poziomu trudności.
Kompletnie nieciekawe są skoki – wyglądają jak odwalona na kolanie przeróbka polskich Skoków Narciarskich z Dobrej Gry. Totalna porażka natomiast to łyżwiarstwo szybkie, gdzie na początku trzeba walić z całych sił w kursory, by potem w monotonnym tempie wciskać naprzemiennie prawy i lewy. Przy dystansie 500 metrów człowiek zaczyna przysypiać; przy trzy razy dłuższym rozgląda się za jakimś innym zajęciem.
Spośród wszystkich trybów gry w Winter Sports 2008: The Ultimate Challenge najwięcej sensu ma multi przy jednym kompie. Kariera nudzi się po dwóch sezonach, bo cały czas powtarza się te same czynności, tylko na rosnącym poziomie trudności. W miarę ciekawa jest kampania, polegająca na wykonywaniu konkretnych zadań: osiągnięciu wyznaczonej odległości skoku czy określonej prędkości zjazdu.
Grafika w Winter Sports 2008: The Ultimate Challenge jest przeciętnej jakości, a do tego potrafi przerazić fizjonomiami uczestniczek zawodów kobiecych. Panie o urodzie zapaśniczek reprezentacji NRD pojawiają się boleśnie często, bo gra po każdym zwycięstwie uparcie wyświetla ceremonię wręczenia medali, co sztucznie przedłuża zabawę, a wcale fajne nie jest.
Gdyby Winter Sports kosztowało dwie dychy, można by się skusić, choćby dla samego curlingu. Cena 80 złotych, żądana przez wydawcę, to żałosna kpina – zestaw piętnastu zawodów przechodzi się w 50 minut, a po drugim podejściu nie ma już po co grać, bo komplet medali leży w kieszeni.
Na koniec zachęcam do obejrzenia gameplay`a z gry Winter Sports 2008: The Ultimate Challenge:
Winter Sports 2008: The Ultimate Challenge – podsumowanie:
+ dobrze wymyślony curling
- toporne skoki narciarskie
- szybko usypiające łyżwiarstwo szybkie
- brak własnych programów w łyżwiarstwie figurowym
OCENA: 4/10
Recenzja gry Winter Sports 2008: The Ultimate Challenge pochodzi z magazynu PLAY PC 3/2008. Autor: Michał Adamczak


