Władca Pierścieni: Podbój – recenzja

June 5, 2009 Autor: ltyszko  
Kategoria: DS, Gry akcji, Nintendo, PC, PS3, W, X360

Battlefront w Śródziemiu pokazuje, że to co sprawdza się w dobrej sieciowej strzelaninie, nie musi zagrać w mieszance machania mieczem, strzelania z łuku i zaklinania obszarówek. Recenzja Władca Pierścieni: Podbój!

wladca-pierscieni-podboj-screenshot-3.jpgŚwiat narzekał, ale ja nie przyjąłem z góry, że kolejna produkcja nawiązująca do Władcy Pierścieni musi być niewiele wartą wyciągaczką kasy. Nie wymagałem od niej prześcignięcia Battlefielda 2142 w urozmaiceniach rozgrywki.

Spodobał mi się sposób przełożenia tolkienowych bitew na obszerne, wielowarstwowe mapy. Dodatkowa singlowa kampania złych, w której Sauron zabija Froda z pierścieniem i przeprowadza kontratak, również mnie zaciekawiła, mimo że to nie pierwszy taki pomysł. W końcu jednak dały o sobie znać niedostatki mechaniki.

ZNANY TEREN
Czy w drużynowych bitwach dla szesnastu osób, czy w kampanii (solo lub w kooperacji), w środek bitki wpada się łatwo. Jednakowe dla dobrych i złych klasy (wojownik, mag, zwiadowca, łucznik) są czytelne, a tryby znajome. W multi tnie się drużynę przeciwną, łapie pojedynczą flagę (która jest Pierścieniem), zdobywa przyczółki. Singiel z masą komputerowych szeregowców jest miksem powyższych, stałych fragmentów gry. Biega się między punktami zainteresowania, broni wskazanych miejsc, rozwala wskazanych wrogów. Czasem można pojeździć wierzchem, obsłużyć katapultę, pokręcić się pod nogami olifanta.

wladca-pierscieni-podboj-screenshot-2.jpgNawet nowicjusz szybko załapuje, że u wojownika świetny jest ten ognisty młynek mieczem, który można robić aż do wyczerpania energii na specjale. A magiczna, odbijająca pociski półsfera wokół maga to dobry parasol dla kolegi powoli dźwigającego pierścień do bazy – zwłaszcza gdy łucznicy odkrywają już przydatność zoomu.

Walkę anonimowymi żołnierzami uprzyjemniają chwilowe okazje do zdzielenia kogoś toporem w skórze Gimlego czy puszczenia obszarówki Sarumanem. Jest nawet trybik, w którym gra się samymi znanymi bohaterami i można wybierać kilku jednakowych. Celebryci nie czynią rewolucji w sterowaniu, Władca Pierścieni: Podbój nie przyznaje za osiągnięcia nowych broni, umiejętności czy leveli.

Tak miało być i nic do tego nie mam. Prostota nie jest grzechem śmiertelnym w multiplayerowych rozwałkach. Sęk w tym, że im dłużej biega się po porządnym świecie, tym bardziej cieszą mikroskopijne czasem sprawy związane z silnikiem, fizyką i wyważeniem. A Podbój działa niestety odwrotnie – pewne rzeczy coraz mocniej wkurzają.

Na początku mechanikę fajnie wykorzystuje się na swoją korzyść. Zwłaszcza łucznik korzysta – z oczywistych względów jest słaby w zwarciu, więc tym bardziej przydaje się jego kopniak pięknie posyłający natrętów w przepaść. Z czasem jednak chciałoby się móc włączyć w opcjach turnieju najprymitywniejsze nawet, niewidzialne ściany w tych miejscach. Bo spadanie i konieczność respawnu pozostają zmorą nawet tych, którzy okrzepli już w zespołowej współpracy i sypią atakami jak z rękawa. A to przestaje być śmieszne.

TENDENCJA SPADKOWA
Światu Władcy Pierścieni: Podbój przydałoby się więcej finezji, żeby po opanowaniu podstawowych taktyk było gdzie się zagłębiać. Szybko docieram do punktu, w którym dalsze zdobywanie przyczółków przestaje pociągać. Zaczynam grać coraz mniej rozsądnie, przestaję zwracać uwagę na sojuszników, pakuję się w tłumy wrogów, żeby szybciej skończyć. Oczywiście dostaję bęcki i znów muszę dobiegać na miejsce akcji. Topowy multiplayer wywołuje w tym miejscu syndrom jeszcze-jeden-raz. Conquest z czasem budzi coraz większe wątpliwości.

wladca-pierscieni-podboj-screenshot-1.jpgSzybko opatruje mi się także zawartość ekranu. Postacie są szczegółowe, ale otoczenie już mniej. Pole walki zasłaniają ogromne elementy interfejsu i podobnego kalibru strzałki. Gdy podchodzę do interaktywnych obiektów, czytam: (wciśnij) E aby dosiądź koń. E aby użyj katapulta. E aby wejdź drabina. Ech…

Gra Władca Pierścieni: Podbój jest szyta na miarę długowiecznej rywalizacji sieciowej, a ma mechanikę na kilkugodzinną przebieżkę – w dodatku taką, jaką z większą przyjemnością wykonałem już dawno temu w zręcznościówce Powrót króla. Amerykanie radzą w takich sytuacjach: wypożycz grę na weekend, jest fajna, ale na krótką metę. Obejrzysz sobie, powalczysz i oddasz, zanim ci się znudzi. U nas z wypożyczalniami marnie, a szkoda, bo gra jest droga. Za droga…

Władca Pierścieni: Podbój – recenzja – Podsumowanie:
+ Tokien nie przewraca się w grobie
+ szybko wpada się w akcję…
- …by równie szybko się zmęczyć
- przepaście powinny być opcją

OCENA: 6/10

Recenzja Władca Pierścieni: Podbój pochodzi z magazynu PLAY PC 3/2009. Autor: Rafał Belke

wladca-pierscieni-podboj-screenshot-4.jpg

Picture 1 of 4

Przeczytaj także recenzje podobnych gier:

  • Advertisement

Wypowiedz się na temat gry!

Napisz, co sądzisz o tej grze lub o naszej recenzji.
Aha, jeśli chcesz mieć avatar, zdobądź go na tej stronie!